piątek, 20 lutego 2015

Małe zaległości czyli jesienne Tatry

W ramach nadrabiania jesiennych zaległości blogowych parę fotek z listopadowego (jeszcze w 2014 roku) wypadu w Tatry. Żeby było zdecydowanie raźniej, to byliśmy razem z Antkiem i jego Rodzicami.
Pogoda i warunki nie zachęcały do jakiś większych wypraw, więc padło na Dolinę Strążyską, a dzień później na Halę Kondratową. Jak dla prawie 4-latków (wtedy jeszcze oboje byli przed urodzinkami), takie wycieczki na własnych nóżkach były zadaniem w sam raz. O naszej Młodszej Córce nie wspominam, bo ta miała wygodne miejsce na plecach Taty. Choć trzeba przyznać, że coraz częściej domaga się chodzenia po górach "sama".




PS. Zarówno Dolinę Strążyską, jak i Halę Kondratową z czystym sumieniem możemy polecić wszystkim, którzy chcą swoim małym Pociechom po raz pierwszy (lub kolejny) pokazać Tatry. Nie są to trasy wymagające i myślę, że nawet najmniejsze Szkraby dadzą radę. Poza tym w obu przypadkach na trasie jest schronisko (Hala Kondratowa) lub szałas (Dolina Strążyska), w których można się zagrzać i coś przegryźć.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Na narty:)

Że dzieci szybko uczą się wielu rzeczy to wiedzieliśmy. Że szczególnie szybko idzie im nauka jazdy na nartach też wiedzieliśmy. W końcu nie mają w sobie tyle strachu, który my "nieco" starsi a owszem posiadamy (jeszcze byśmy sobie zrobili krzywdę, połamali się, nie zajęli się domem, dziećmi, nie poszli do pracy, i w końcu nie zarobili na kolejny wyjazd na narty... ehh to chyba świadczy o starzeniu się...).
Wracając do nart i naszej Starszej Pociechy, musimy przyznać, że uczy się całkiem szybko (przynajmniej nam jako dumnym Rodzicom tak się wydaje). Oto i dowód.

video

PS. Nie żebyśmy tu jakąś reklamę robili, ale Wszystkim uczącym się jeździć na nartach lub desce, a szczególnie chcącym nauczyć swoje Pociechy, polecamy ośrodek Rusiń-Ski w Bukowinie Tatrzańskiej. Sprawdzony na "własnej skórze". Stok dobrze przygotowany, łagodny, jest szkoła narciarska, wypożyczalnie, duża knajpa, leżaczki do opalania się i widoki na Tatry (dla tych, dla których narty są nieco mniej interesujące). Jednym słowem całkiem europejski poziom jak na Polskę:)))

poniedziałek, 9 lutego 2015

W śniegach Beskidu Żywieckiego

I udało się!! Dziewczyny o dziwo zdrowe!! Pogodę zapowiadali całkiem całkiem (przynajmniej na początek). Nie pozostało więc nic innego jak wybrać się w góry. A okazja była i to nie byle jaka. Mały zlocik Takich co góry naprawdę kochają i pokazują je swoim małym Pociechom. Patronat jak zwykle Góry z Dzieckiem:))) A miejsce - Kubiesówka w Beskidzie Żywieckim.



Pogoda w pierwszy dzień żyleta. Krótkie podejście i już byliśmy pod schroniskiem. A tam pełne szaleństwo czyli konkurs jazdy na workach z sianem, jabłuszkach i takich tam. Cel konkursu: zjechać jak najdalej nie zawadzając o drzewo, ogrodzenie lub drewnianą huśtawkę i nie dając się za bardzo obsypać śniegiem. I tu ciężko stwierdzić kto miał większą radochę z tej zabawy. Dzieci czy ich Rodzice:)) Wieczorkiem ognisko, a potem szaleństwo po schronisku. Wśród Rodziców prym wiodła zdecydowanie jadalnia :P (oprócz tych nieszczęśników, którym w udziale przypadło układanie dzieci do spania). Natomiast w przypadku dzieci niesłabnącym powodzeniem cieszyła się duużżżaaa szafa w jednym z pokoi. Raz był to zamek księżniczek, innym razem forteca albo jeszcze coś innego (dziecięca fantazja nie zna przecież granic). Pewne było jedno, jeśli dziecka nie było przy Rodzicu, było w szafie:)))




Drugi dzień przywitał nas małą zamiecią śnieżną, przy której musieliśmy zejść w dolinę. Ale nawet najgorsze warunki trzeba przecież dzieciom przedstawić jako atrakcję. Czyż nie tak? Niestety pogoda ta popsuła zamiary małej wycieczki biegowej... ale nadrobię jeszcze kiedyś.


Podsumowując. Super wyjazd, super miejsce, super (prawie) pogoda i super Towarzystwo:))
Wszystkim dziękujemy za bardzo, bardzo fajnie spędzony czas. Kiedy kolejny taki wyjazd??


Na koniec wszystkim którzy lubią fajne miejsca z górskim klimatem, muszę polecić małe schronisko na Kubiesówce. Rosół i pierogi (to akurat próbowaliśmy) nie do podrobienia. Polecamy!!

środa, 4 lutego 2015

Prawdziwa fascynacja

Czy przekonaliście się kiedyś jak wygląda prawdziwa fascynacja u dziecka?? Nam się to chyba udało. 
Były (i są) sanki, narty, łyżwy, góry, wycieczki, urodziny, place zabaw, opieka nad młodszą siostrą, zabawki pod każdą postacią, puzzle, rysowanie... wszystko to cieszyło naszą starszą Córkę. I było to widać. Jednak to co zobaczyliśmy w jej oczach i zachowaniu ostatnio, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Przyznam, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

Fascynacja ta zwie się BALET :)))

A zaczęło się dość niewinnie... chyba. Aga puściła filmik, na którym dziewczynka tańczy, rozciąga się i ćwiczy baletowe układy. Wyobrażacie sobie, że nasze dziecko, które aktywność ruchową ma chyba we krwi, przesiedzi przy takim filmiku dobre 40 minut?? I to tylko tyle, bo po prostu tyle trwał?? A jednak. No nie nasza Córka... Oczywiście w przedszkolu były tańce. Podobało się. Ale nigdy jakiegoś strasznego zachwytu.

I zaczęło się. Pierwsze zajęcia. Nie ważne, że nie znane, głównie starsze dziewczynki. Nie ważne, że ona jest "zielona", a one już pół roku ćwiczą. Wyleciała na przerwę powiedzieć tylko, że jest przerwa i ona już wraca... Na kolejnych zajęciach wyleciała za potrzebą... "rączek już nie myjemy bo nie mam czasu" i poleciała tańczyć... A po powrocie do domu trzeba jeszcze pół godziny przetańczyć, kazać Tatusiowi się podnosić... "Podoba Ci się?" "TAK!"

PS. Fascynacja, fascynacją... ale mój kręgosłup kolejnych (tak zwanych "już ostatni raz Tatusiu") podnoszeń chyba długo nie wytrzyma:)))